 Pora na tak zwany klasyk. Recenzja będzie pozytywna, ale czasami wypada przypomnieć takie perełki. Od razu napiszę, że ten album jest bardzo gotycki, gotyk i mrok do entej potęgi. Jest gotycki jak romantyczna ruina w parku, jak uschnięte kwiaty oraz księżyc w pełni – słowem jest mrocznie romantyczny. Byłby gotycki jak sesja z portalu Dark Planet przedstawiająca jakąś mroczą piękność na cmentarzu gdyby nie to, że zbyt duża ilość takich fot zebranych w jednym miejscu kompletnie znieczuliła mnie na nie. A October Rust jest gotyckie właśnie w taki sposób i nie razi. Po co ten wywód? A no Peter Steele – czyli basista i gitarzysta - na pewnym etapie swego życia zaczął uczęszczać do gotyckich klubów. I chciał, żeby jego muzyka nabrała takiego mrocznego i romantycznego sznytu jak spotykane w tych klubach panie. A to znaczy, że Type O Negative miało się dostosować do pewnej konwencji. Jasne, że już Bloody Kisses szło w tym kierunku- ale wciąż przypominało w wielu miejscach debiut. Ciężkie, odwołujące się do hard rocka brzmienie i prowokacyjne teksty o tematyce społecznej jak We Hate Everyone, czy Kill all the white peopole bynajmniej romantyczne nie były - cały album zaczynał się od jęków kobiecych i odgłosów mechanicznych w tle. Owo intro czyli Machine screw (Maszyna gwałcąca) to z kolei dalsze odwołanie do mizoginii z przymrużeniem oka, również obecnej na debitanckim albumie. Roadrunner wywalił potem te „niewygodne” elementy, dodał wampiryczne Suspended in dusk i niejako post factum zrobił z Bloody Kisses biblię dla gotyckich nastolatek (bez urazy młodsze czytelniczki, to żadna ujma) .
Moim skromnym zdaniem, dopiero October Rust może być uznany za mroczną biblię niespokojnych dusz w księżycowym blasku szukających zapomnienia jak więdnąca róża na zawsze zamarzła lodem tęsknoty. No, dobra, żartuję – choć mroczne dusze często poddają się kiczowatym konwencjom, to Type o Negative zwycięsko wyszło z próby zmierzenia się z gotycka otoczką. Zacznijmy najpierw od tego co jest pójściem w stronę konwencji – perkusja jest programowana, gitary schowane w tle i co ważne- nie ma prawie rifów- tylko rytmiczne podkreślane melodii wokalu, klawiszy itd. Ale jest parę przepięknych solówek (Love you to death, Die with me), przepiękne są partie gitar elektroakustycznych ( Die with me, Green man), ale prawdziwą ozdobą albumu są partie klawiszy. Ilość brzmień jest trudna do zliczenia, kreują one bardzo melancholijną, rozmarzona atmosferę. Dbałość o szczegóły, aranżacje i wykonanie na tym albumie po prostu poraża. Jeśli chodzi o teksty to znajdziemy w nich setkę świec, czarną szminkę, piękność uciekającą pośród drzew jesiennego lasu, wilka węszącego kobietę po krwi miesięcznej. A w finale, w Haunted- dorosłą już mroczną piękność z Black no. 1
„Me istnienie wypełnia zapach
świeżo kopanego grobu, śmierci i nocy,
one są jej esencją,
pani nocy, eteryczna kochanka,
twe usta smakują winem i palonym drewnem,
ma bogini fioletowego zmierzchu
ty jesteś żądzą wcieloną,
w gorączce mego łoża,
wschodnie niebo już jaśnieje,
I budzę się sam lecz wyczerpany,
O, jak nienawidzę poranka”
Więc jest w tym wszystkim konwencja, która pełna jest przesady a może nawet kiczu - jednak Type o Negative wpasowali się w nią po mistrzowsku. Właśnie dlatego przetłumaczony przeze mnie fragment wyszeptany przez Steela brzmi po prostu niesamowicie. Aż chciałoby się spotkać opisywaną w piosence piękność. Album to sztuka z górnej półki, a nie gotycki kicz- dlaczego tak jest? Pewnie dlatego, że pod tą jesienną powłoką kryje się Type o Negative. Melodie ukradzione Beatelsom, echa Black Sabbath w Haunted – tylko punka nie ma już tutaj ani krzty. Gdzieniegdzie szczypta czarnego humoru (Red Water, The Glorious Liberation Of The People's Technocratic Republic Of Vinnland By The Combined Forces Of The United Territories Of Europa – świetny tytuł tak na marginesie ). Peter Steele nadal rzęzi na swoim basie, z tym ze ten brud jest trochę schowany. I ten głos- głęboki i niski, ale kiedy trzeba wspina się bez trudu w wyższe tonacje. Zero fałszu, zero jęczenia, czysto i profesjonalnie. I nade wszystko- świetne melodie, solówki z Love you tu death wyciskają łzy. Jest też trochę tekstów w starym stylu jak My Gilfrend’s Gilfrend- czyżby nawiązanie do okładki Bloody Kisses? A jeśli już o coverach mowa : okładka October Rust to dla mnie jedna z najlepszych okładek jeśli chodzi o albumy traktujące o miłości. Jeśli ktoś jeszcze nie zna, niech szybko nadrabia zaległości.
|