Posłuchaj przedpremierowo całej płyty zespołu
· Gości online: 5
· Użytkowników online: 0
· Łącznie użytkowników: 343
· Najnowszy użytkownik: krystianszabla
|
|
NAJNOWSZE
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE
OSTATNIE KOMENTARZE
|
|
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.
|
|
|
Brendan Perry - Ark (2010) |
|
Brendan Perry - Ark (2010)

| 1. Babylon |
|
|
| 2. The Bogus Man |
|
|
| 3. Wintersun |
|
|
| 4. Utopia |
|
|
| 5. Inferno |
|
|
| 6. This Boy |
|
|
| 7. The Devil And The Deep Blue Sea |
|
|
| 8. Crescent |
Caged golden memories Time has come to show your true feelings I know it's the only way to be When the same old feelings come out of me
Dead Can Dance jest dla mnie niepodważalną klasyką sceny dark independent. Ten wyjątkowy duet swoje sukcesy święcił w latach 80tych XX wieku, kiedy to wydał swoje najdonioślejsze dzieła, takie jak Within the realm of a dying sun czy też Spleen and ideal.. Złożony z pary wyjątkowych artystów - dzikiej, nieokiełznanej Lisy Gerrard i nieco bardziej statycznego, pełnego zadumy Brendana Perry`ego duet stworzył muzykę, nie bójmy się tego słowa, niebiańską. Unikalna formuła synkretyzmu gatunkowego, połączenia instrumentarium muzyki dawnej z fascynacjami muzycznymi rozciągającymi się od folku ze wszystkich stron świata, poprzez średniowieczną pieśń religijną, po współczesny jazz dały efekt niepowtarzalny. Rozmach, fabularyzm muzyki, niepowtarzalny nastrój oraz niebanalne techniki wokalne (Lisa, posiadająca głos operujący w trzech oktawach wykorzystywała go jako dodatkowy instrument. Jej technika wokalna polegała na śpiewaniu "tekstu" który nie był treścią znaczeniową, ale takim doborem słów z różnych języków, aby właściwości fonetyczne fraz dawały efekt czysto muzyczny) To, w połączeniu z magią labela 4AD który naonczas rządził niepodzielnie brytyjska sceną niezależną, duch czasów, wreszcie - niewiarygodny klimat eksperymentów dźwiękowych DCD złozyły się to, co, w moim rozumieniu dzisiaj określamy mianem ethereal, heavenly voices, itd. Warto pamiętać, że u podstaw legły trzy projekty, dzisiaj tak popularne formacje jak np Ataraxia chylą się w pokłonach do takich wspomnień jak Dead Can Dance, This Mortal Coil czy niemniej słynne Cocteau Twins...
Minęły lata, Lisa i Brendan funkcjonują we własnych projektach artystycznych, z różnym powodzeniem. O ile Lisa udziela się w wielu incjatywach, śpiewa do soundtracków, koncertuje z guru rocka elektronicznego Klausem Schultze, o tyle Brandan bardziej skupia się na solowych dokonaniach. Z dwójki wybitnych artystów jacy stworzyli DCD zawsze wolałem jego. Lisa i jej eteryczne wokale, dryfujące w dal i momentami hermetyczne pasaże, nadmierna skłonność do egzaltacji były mi często obce. Brendan w tym duecie zawsze był tym kto zapytuje, filozofuje, obwieszcza z godnością prawdy ostateczne. "Jego" DCD jest bardziej zorganizowane, regularne, zadumane. Tomek Beksiński okreslił go jako "faceta z wokalem nudnym jak owsianka" dzięki czemu z miejsca, za karę odjąłem mu (Tomkowi, nie Brendanowi :) ) -300 punktów od charyzmy. Dla mnie bowiem Perry to rdzeń DCD, jego element stabilizujący, zarazem wnoszący do twórczości grupy niemal biblijną powagę i piękno czystej formy. Tym właśnie jest wydana w tym roku płyta Ark. Czystym pięknem. Tworem idealnie zbalansowanym. Formą, która zapiera dech w piersiach, a kiedy smakujesz ingrediencji jakie wlano w owo naczynie masz wrażenie że obcujesz z czyms nieskończenie doskonałym, klarownym, każdy niemal element poruszy w twojej duszy strunę o jakiej być może, już nie pamiętasz. Stajemy przed dziełem w równych proporcjach smutnym i niosącym otuchę, wlewającym w nas przekonanie o istnieniu rzeczy skończenie doskonałych, a zarazem obcujemy z muzyka jaka odbiera nadzieję. Ark, w odróżnieniu od poprzednich produkcji Perry`ego zarówno solowych jak i jeszcze z czasów DCD jest formalnie łatwiejszy dla słuchacza. Muzyka daje się zamknąć w prostych formułach w jakich pobrzmiewają echa jazzu (This Boy), folka (Devil and the..), trochę orkiestracji, trochę rocka. To uproszczenie formy pozwala nam do samego końca skupić się na prezentowanej nam treści. Muzyka po prostu zrobi w słuchaczu wyrwę i wleje sie w niego huczącym strumieniem który wypełnia bez reszty, porywa, uzależnia, każe resetowac pojęcia. Rozkosz obcowania z tymi dźwiękami jest wprost niebiańska. Brudny świat z jego problemami zostaje wycięty ze świadomości wraz z pierwszymi dźwiękami Babylon, kiedy to witają nas jerychońskie trąby napominające mieszkańców Babilonu aby synowie i córy narodu spojrzeli na swoje człowieczeństwo, i nie pozwolili na manipulację politykom i władcom:
Sons and daughters of America You lay down your lives For the warlords of America Not for your sake, not for mine
Nadchodzący po nim Bogus Man rozwija myślz poprzedniego utworu. Opowiada historię bezwględnego manipulanta, kłamcy, to figura polityków i ich wąskich interesów dzięki którym miliony ludzi wyżynają się w imię idei z jakimi się nie identyfikują.
Hail Father Ubu, here comes the Grand Guignol Manipulator, corrupt curator, of human lives Sycophantic, cold-blooded, reptilian Procrastinator, the fake orator, the bogus man
Oba utwory toczą się w wolny, godny sposób, na orientalnie brzmiących podkładach, leniwie komentowanych przez pozostałe instrumenty obie historie "słuchają" się jakbyśmy czytali je z książki, wieczorem, przy małej lampce. Ta intymność przekazu jest zresztą właściwością całej płyty Perry`ego. Mamy wrażenie obcowania z przekazem skierowanym tylko do nas, rozmowy, albo może raczej, monologu którego jesteśmy jedynym adresatem na ziemi. Mimo powolnej formy w tle pojawiają się elementy jakie budują coraz większe napięcie. Dzwonki, nerwowy rytm bębnów, trąby - wszystko budzi niepokój. Po nich następuje najdoskonalszy fragment tej wybitnej płyty - Wintersun. Ma w sobie wszystko to co szarpie moim sercem i umysłem od pierwszej do ostatniej sekundy trwania. To utwór, kktóry w każdej sekundzie trwania wnika w ciebie tak głęboko że już bardziej nie można. Wokal Brendana nieco wyższy niz zazwyczaj, momentami załamujący się w końcowych partiach śpiewanej, przeciągniętej frazy - co przydaje mu dodatkowego dramatyzmu. Wolny wstęp tylko z towarzyszeniem skromnego podkładu, wybuchający po chwili w regularny, rytmiczny, komentowany perkusją i rozlanymi partiami gitary utwór. Nad tym wszystkim unosi się śpiew i opowieść o przeszłym życiu, może zmarnowanym, może przezytym w fałszu. To refleksja starzejącego się człowieka nad tym co było. Nie nad tym, co być mogło - ale właśnie nad błędami lub niedociągnięciami przeszłości. Spowiedź wstrząsająca, poprzez to że tak jest delikatna, zwiewna i piękna. Pojęcie melancholii i tęsknot w tym utworze uzyskuje formę doskonałą, niepodważalną, właściwą. Utopia to kolejna, pełna godności filozoficzna rozprawa nad uwięzieniem w jakim tkwimy. Świat który nas przytłacza, odbiera oddech, lata i czas jeszcze zanim nasz czas nadejdzie. A przecież to czego pragniemy to czyste i jasne emocje, chcemy tylko tego:
I need to break free from all that binds That makes me old before my time In this world of dystopia My love is like a bright guiding light Shining in the darkness of the night The star of my utopia
Znowu wolna forma, niesiony wiatrem, ale zarazem mocny wokal, smyczkowe partie rosnące w tle jak piekne kwiaty. Dźwięki ni to klawesynu, ni to fortepianu, barokowa ornamentyka tej kompozycji dopełniają go. Przepiękny, zadumany fragment Ark. Ale my już lądujemu w Piekle. Inferno. Zimny. Straszny. Klaustrofobiczny. Zaśpiewany zduszonym, w połowie szeptanym głosem, mamy wrażenie że widzimy kogoś wbitego w kąt swojego pokoju, skarżącego sie szeptem...ze strachu przed czymś co jest w przestrzeni. Piekło własnej paranoi, izolacji, lęku. Basowy, powolny podkład jaki spaja ten utwór, dyskretnie schowane, stylizowane na chór partie syntezatora, jazzowo brzmiący saksofon pojawiający się i znikający w morzu dźwięku.
I watch the TV, it is my world Takes my mind beyond these walls The more I see the less I care For all the people out there
Kolejny, This Boy z początku zaskakuje - mamy do czynienia z wolnym, kontrabasowym bluesem. Pałeczka bije o rand werbla, bas oszczędnie komentuje delikatny, po raz kolejny, chóralny motyw w tle - wznosi się i opada. I Brendan..." czasami czuję się jakbym lunatykował...w wielkim, nawiedzonym domu...w około same przeszkody w ciemnościach. Nie sądzę abym zasnął tej nocy. Wszystko przez kłamstwa...kłamstwa które powiedzieliśmy" Utwór rozwija się, do jego konstrukcji dochodzą kolejne smaczki i partie. To nagromadzenie powoduje że dramatyzm kompozycji jest naprawdę trudny do uniesienia. Większość tej płyty to dowód na to, że można zbudowac niepowtarzalny, wyrazisty, cholernie mocny emocjonalnie nastrój uzywając minimum środków. Nie potrzeba szybkiego bitu, gęstego basu, nakładania na siebie i spiętrzania fraz poszczególnych instrumentów. Przeciwnie, Perry za pomocą minimalistycznych środków zabiera nas w podróż wgłąb siebie, wstepujemy na Arkę jaką dowodzi, ale, ten Noe wiezie każdego nas gdzie indziej, i wcale nie jest pewne że po zstąpieniu z pokładu będziemy cieszyli się nową ziemią obiecaną. Ostatnie dwa utwory - The Devil And The Deep Blue Sea oraz Crescent nie dorównują niestety reszcie materiału. Umieszczone na każdej innej płycie z pewnością stanowiły by jej punkt centralny, oba utwory sa bowiem znakomite. Ale, wobec takich poprzedników wypadają po prostu słabiej. Szkoda, że Ark nie kończy This Boy - Devil oraz Crescent w moim odczuciu powinny być pierwsze... Devil sposoba sie na pewno staroszkolnym fanom DCD, tego DCD z okresu eksperymentów Aion czy Into the labirynth - kiedy w muzyce duetu zaczęły dominowac elementy orientalne i mało konkretne formy "piosenkowe" (np takie jak The Carnival is Over) Ark, to w moim odczuciu płyta wybitna. Dała mi chwilę obcowania z czymś o czym prawie zapomniałem. Zapomniałem o tym że rzeczy, uczucia, wrażenia i smaki powinny byc klarowne. Są rzeczy jakie nie powinny być relatywizowane. Otworzyłem się i wchłonąłem to co dane mi było dostać na pokładzie Arki - miłość, smutek, tęsknotę. Radość, godność, zadumę. Piękno. W czystej, niepodważalnej, totalnej formie. Zapraszam was do własnej podróży - niech wam sprzyjają bogowie oceanów...
|
 |
dnia lipiec 09 2010 17:18:47
Ja też nigdy nie zgadzałam się z Tomkiem Beksińskim co do Brendana.
Twoja recka sprawiła, że już teraz nieodwołalnie muszę tej płyty posłuchać. Dzięki! :) |
 |
dnia lipiec 09 2010 20:01:35
Fajna recka. Trochę jesteście do siebie z Perrym podobni wizualnie. :)
Muszę się gibnąć tą arką ;) |
 |
dnia lipiec 10 2010 01:08:21
Beksa powiedział coś podobnego?
omatko - nie wiedziałam ... :/ |
 |
dnia lipiec 10 2010 10:50:39
Dobrze że jest ktoś taki ,kto w taki sposób ,takie ponadczasowe i doskonałe dzieła ,w tym przypadku prawdziwej perły ,przekazuje światu .Dzięki |
 |
dnia lipiec 13 2010 19:32:09
No nie tylko Ataraxia - przecież cały nurt dark wave z takimi tuzami jak Arcana, Elend, Dargaard, Die Verbanden Kinder Evas itd inspirował się DCD. Kiedyś nawet, jako wielki fan, przejrzałem sobie lyriki, nazwy albumów i tytuły kawałków Arcany, jest tam mnóstwo mniej lub bardziej ukrytych nawiązań do DCD.
Tak a propos - kto pamięta koncert Ataraxii w bolkowskim domu kultury? Tandetne draperie, parkiet, ściana pomalowana sraczkowatą olejnicą, czyli jak najdalej od magii, a jednak było fajnie. Ataraxię bardzo miło wspominam, bo kiedy jakieś 10 lat temu poczta polska okradła przesyłkę ze szmalem, to zespół mimo to, po zapoznaniu z całą akcją, przysłał mi fanowski pack z kasetą video itd. |
|
|
|
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
|
|
|
| Po |
Wt |
Śr |
Cz |
Pi |
So |
Ni |
| |
|
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
| 6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
12 |
| 13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
| 20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
| 27 |
28 |
29 |
30 |
|
|
|
|
|