Posłuchaj przedpremierowo całej płyty zespołu
· Gości online: 7
· Użytkowników online: 2
1. Karola 2. Gekon
· Łącznie użytkowników: 347
· Najnowszy użytkownik: dzwonek242
|
|
NAJNOWSZE
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE
OSTATNIE KOMENTARZE
|
|
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.
|
|
Znacie mnie - jeśli chodzi o negatywne emocje, to im po prostu nie ulegam, jestem spokojna i opanowana, reaguję rozsądnie i elegancko. Zawsze widzę te dobre strony, nie wściekam się, nie tupię - zawsze mądra, miła i grzeczna. Jak się okazuje - nie zawsze. Są sytuacje i wydarzenia - które zrywają ze mnie ten pancerz dobrego wychowania, kultury i miłości do świata i wyzwolona bestia atakuje. Kłami i pazurami. Jeśli uda Ci się trafić w mój czuły punkt - to lepiej podwiń ogon pod siebie brachu i spierdalaj, jeśli Ci życie miłe. Jeśli np - odważyłeś się podać mi ciepłe piwo. Ale po kolei. Na imprezę "DEPRESSED MODE: Before Castle Party" w krakowskim Mish-Mash wybierałam się od dawna, z niepokojem obserwując podnoszący się słupek rtęci w zaokiennym termometrze. Bo w upały umieram, a skakanie na dansflorze dodatkowo podnosi temperaturę. A tu takie cholera atrakcje - na didżejce ulubiony Lakers, i Bagi, i DeV, i Void z Deathcamp Project, i Kornik z wizualizacjami - no po prostu mniam. Kiedy jednak w dzień imprezy temperatura na zewnątrz dobiła do tej typowej dla ludzkiego ciała, choć raczej nie mojego - bo moje to od parunastu już dni było bliskie samozapłonu - w rozpaczy napisałam do całej mojej imprezowej paczki - że sory ale nie, pierdolę, nie dam rady, zostaję w wannie. Dwudziesta trzydzieści - telefon, mąż Yagi, że doszły go słuchy - i czy to prawda. Spokojnie wysłuchał mojego tłumaczenia, że upał, mam w dupie imprezę i takie tam - po czym opowiedział, jakie mnie czekają atrakcje. Ze Lakers poczeka z puszczaniem Lacrimosy - no powiedzmy do 22-giej, że na imprezie będzie jego syn, uroczy 16-latek... a jeśli mnie to nie przekonuje, to zaraz silną grupą zjawią się pod moim oknem i zrobią mi obciach na całą dzielnię. Nie miałam wyjścia. Tuż po 22-giej zameldowałam się w klubie, przy stoliku czekała już silna grupa wraz z rzeczywiście uroczym kędzierzawym chłopaczkiem, któremu zaraz na wstępie oznajmiłam, że przyszłam tu specjalnie dla niego, i zaraz przystąpię do molestowania tylko wzmocnię się piwem. Towarzystwo się rozrechotało, młody ochoczo zaakceptował propozycję, ja polazłam do baru po piwo. Zamówiłam butelkowe, mam do niego większe zaufanie - i pani (właścicielka?) przyniosła mi je z górnego baru. Jak zwykle poprosiłam o dodanie paru kostek lodu, dla mnie piwo zawsze jest zbyt ciepłe, no chyba, że bliskie zamarznięcia - to wtedy nie. Temperaturę podanego płynu oceniłam dopiero przy stoliku - mimo lodu było po prostu ciepłe, taka temperatura pokojowa na oko. Skosztowałam - no kurde - ohyda. Nie da sie tego pić, nie w tak upalny dzień, nie i jeszcze raz nie. To ja tu jak bohater, survivalowiec jeden, przyczołguję się mimo przeciwności losu a wita się mnie ciepłym piwem? Przestało mnie cieszyć towarzystwo przyjaciół, całkiem niezgorszy chłodek na dansflorze, jakieś sympatyczne dark-elektro dobiegające z niego i obietnica Lacrimosy... Czując w sobie bestię z ciepłą zupką w ręce wróciłam do baru. Zdecydowanym tonem wyartykułowałam swoje pretensje, że powinnam zostać uprzedzona o temperaturze tego piwa, że gdybym wiedziała zamówiłabym lane, bo TO nie nadaje się do picia po prostu - mimo dodanego lodu. Nie słuchając wyjaśnień pani - że wzięła je z lodówki, odłożyłam je po prostu na barową ladę z krótkim " nie wiem, jak długo i w jakiej lodówce to piwo przebywało. Jest ciepłe, ohydne i ja nie będę go piła. Dziękuję uprzejmie - wolę napić się kranówy w WC" Wróciłam do stolika wkurzona na maxa, ale nie zdążyłam na dobre ochłonąć, kiedy przy stoliku odnalazła mnie Pani Zza Baru. Przeprosiła za zaistniałą sytuację i zaproponowała w zamian lane piwo, z lodem, jak lubię, na koszt baru. Podając mi cudownie, rewelacyjnie zimny napój zapewniła mnie, że szalenie jej przykro i że dla niej najważniejsze jest zadowolenie klienta. I nie uwierzycie - do końca imprezy zrobiła chyba wszystko, żebym poczuła to zadowolenie. Nie przywykłam do takiego królewskiego traktowania, naprawdę. Bo dostałam jeszcze "od baru" wielkiego jak stodoła niebiańsko smakującego drinka, który obszedł nasz stolik, więc smak ma kto potwierdzić. I gdyby nie moje protesty - to w ogóle piłabym już do świtu za darmo. Oczywiście przeprosiłam Miłą Panią za ostrą reakcję - spowodowaną upałem i nadepnięciem na odcisk. A bladym świtkiem, kiedy już wychodziliśmy - pożegnałyśmy się serdecznie i bez urazy. A po drodze oczywiście była i Lacrimosa i film z CP i nasze spontaniczne z Yagą " idziemy tańczyć? Idziemy, a jak !! " spontaniczne, bo zrywałyśmy się od stolika nie słysząc muzyki z dansfloru, a więc ryzykując z lekka, ale bawiąc się przy tym doskonale. I rozmowy z dawno niewidzianymi: Wronką, Długowłosym Michałem, Moniką, OnlyM... i Ronniem. Obecnie w necie pod nickiem xronix, kto chce - kliknie, się dowie co i jak , ja nieustannie lubię go za odwagę, błyskotliwość - a przy tym coś w rodzaju nieśmiałej skromności. Ach - i jeszcze montowanie wiatraka w ramach "nasz klient nasz pan", akcja, w której sprawdzili się barmani w czerwonych tiszercikach, kilku w tr00czarnych - i mąż Yagi... jego triumfująca mina, kiedy w kulminacyjnym momencie wyciągnął z plecaka swój survivalowy niezbędnik, a z niego śrubokręt - bezcenna. przystolikowa prezentacja bielizny - spontanicznie rozpoczęta przez Młodego Lakersa (bokserki w wielbłądy? ) i radośnie kontynuowana przeze mnie ( kremowe-koronkowe-wiadomo-co ) konkurs rozpoznawania marki (producenta) staników po ramiączkach.... taaa... może mi ktoś łaskawie przypomni resztę, którą przez zapomnienie pominęłam? ale i tak - największa "mała rzecz co cieszy" to profesjonalne, pełne zaangażowania ale zarazem ciepłe i serdeczne potraktowanie przez Miłą Panią (Właścicielkę?). Nieustająco takie zachowania- niby normalne - mnie zaskakują. I szczerze cieszą. |
 |
dnia lipiec 18 2010 10:58:43
Czyli jednak warto było się wybrać.
Nie wiem jednak, choć umiem np. rozpiąć stanik jedną ręką, jak po ramiączkach rozpoznać markę producenta. :) |
 |
dnia lipiec 18 2010 11:23:07
He, już widzę, jak Bazyl lata za jednym klientem przez całą imprezę, aby zadbać o jego dobre samopoczucie. Chyba tylko po to, aby mu wpierdolić. :D |
 |
dnia lipiec 18 2010 14:02:32
no :)
a ta Miła Pani rzeczywiście tak robiła - nawet zmobilizowała całą obsługę.
Nasz stolik był nieustannie porządkowany, czyszczony, pucowany przez barmanów a Miła Pani non stop podchodziła i pytała czy aby czegoś sobie jeszcze nie życzę :) |
 |
dnia lipiec 18 2010 14:34:05
pozazdrościc takiej miłej obsługi. niestety 2 lokale opolskie z najmilszą obsługa , jakie znam , już nie istnieją. zapalam więc symboliczny znicz :D [*] |
 |
dnia lipiec 18 2010 15:04:35
a Prześliczna Młoda Barmanka, która na moich oczach zresztą przyrządziła tego super-drina za free - podeszła potem do naszego stolika, żeby zapytać - jak smakował i usłyszała chóralne, że mniam :D |
 |
dnia lipiec 18 2010 19:43:11
Valaya dnia lipiec 18 2010 11:23:07
He, już widzę, jak Bazyl lata za jednym klientem przez całą imprezę, aby zadbać o jego dobre samopoczucie. Chyba tylko po to, aby mu wpierdolić. :D
Bo Bazyl jest troo. Ma przeca piękną tabliczkę: "życzenia muzyczne naszych klientów mamy głęboko w dupie" Ja to rozumiem :)
Jakby za mna barman latał z przeprosinami to bym sie wystraszył i opuscił lokal :) |
 |
dnia lipiec 18 2010 21:11:19
heh, zastanawiam się, kto z nas jest bardziej dziwny :P
bo ja wcale sie nie przestraszyłam, zostałam i do konca świetnie się bawiłam.
ale natchnęliście mnie do rozkminek - może zostałam wzięta za kogoś z kontroli?
taka starszawa, dla niepoznaki przebrana w czarne ciuchy - kto wie....
choć Miła Pani Zza Baru widziała mnie w akcji na parkiecie, tu byłam wiarygodna z pewnością - ale może udawałam? :P |
 |
dnia lipiec 18 2010 23:06:39
To zupełnie jak jacyś kolesie kłaniali się Kroghulowi po koncercie Tyra. Normalnie przystawali przed nim, żeby skinąć głową. Z szacunkiem. I powtórzyło się to kilka razy. Aż mnie zatkało, jak to zobaczyłam. |
 |
dnia lipiec 19 2010 00:10:07
heh, też ich objechał za ciepłe piwo? ;) |
 |
dnia lipiec 19 2010 12:06:10
Właśnie w tym sęk, że to byli jacyś młodzi faceci, mieli black metalowe koszulki i wymalowane oczy a'la Darkthrone w starych dobrych czasach. Cholerawi, czemu kłaniali się Kroghulowi. |
 |
dnia lipiec 19 2010 15:18:13
Może poznali w nim swoje bóstwo? |
 |
dnia lipiec 19 2010 16:48:28
wiecie, mnie zdarzyło się wielokrotnie, że całkiem obcy ludzie kłaniali mi się z szacunkiem po koncertach przeróżnych... czasem nawet wyrażali ten podziw słownie, szczególnie obserwujac moje dzikie poczynania pod sceną... ale ze mną to co innego, wiadomo, szósty krzyżyk i takietam ... :D |
 |
dnia lipiec 19 2010 22:35:07
Jej, zarąbisty wpis! Zobaczysz, gdy wynajdę wehikuł czasu, wbiję na tę imprezę :D |
|
|
|
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
|
|
|
| Po |
Wt |
Śr |
Cz |
Pi |
So |
Ni |
| |
|
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
| 6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
12 |
| 13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
| 20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
| 27 |
28 |
29 |
30 |
|
|
|
|
|