Posłuchaj przedpremierowo całej płyty zespołu
· Gości online: 6
· Użytkowników online: 0
· Łącznie użytkowników: 347
· Najnowszy użytkownik: dzwonek242
|
|
NAJNOWSZE
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE
OSTATNIE KOMENTARZE
|
|
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.
|
|
Już od dość dawna przymierzałem się do próby opowiedzenia, chyba głównie sobie, czym jest muzyka. Wiem od dość dawna, że tym co przeraża mnie najbardziej jest utrata słuchu. Wszelkie zmysły jakie mamy czynią życie kompletnym, ale dla mnie słuch jest tym od czego wychodzę. Smak, wzrok, zapach i dotyk, ważne i potrzebne. Ale to poprzez uszy dokonuje się we mnie od dawna budowa. Wraz z muzyką idą nieprzeliczalne tabuny doznań niejako do niej podczepionych - od wspomnień po wizje i wyobrażenia wywoływane, jak myślę, równie skutecznie jak przez różnego rodzaju wspomagacze. Ustaliłem zatem, że w moim życiu słuch jest najważniejszy, bez niego chyba reszta nie ma sensu. Muzykę można pamiętać, może brzmieć w głowie nawet wtedy kiedy nie brzmi w przestrzeni. Przypomnijcie sobie sami, ileż to razy nagle, znikąd, "wskakuje" wam nagle fragment utworu muzycznego, zaczynacie go sobie "w głowie" nucić, a on czepia się was pazurami zbudowanymi z nut. Ten rodzaj natręctwa potrafi naprawdę długo prześladować :) Podejrzewam także, że spora część z was wychodząc z domu dokonuje następujących sprawdzeń: komórka? jest, portfel? jest, klucze? są, player mp3? JEST, z czego ten ostatni, plastikowy gadżet urasta do miary sprzętu pierwszej potrzeby, bez którego funkcjonowanie zdaje się zgoła niemożliwe. Zarażeni muzyką spieramy się w gronie znajomych o ostatnia płytę projektu xy, a nawet z, z zaciętością historyków wykłócających się o szczegół w bitwie pod Grunwaldem, będziemy sobie i innym udowadniać że akurat ta płyta jest przełomowa, bo pojawiły się w niej plany i faktury wcześniej nie stosowane. Co za tym idzie, oznacza to dla projektu xy, a nawet z, zmianę stylu i klimatu, teraz to juz na pewno pójda w stronę disco/goth/electro/fuzz/punk/rock or łorewa. Potrafimy tu, na tym forum, niemal pociąć się nożami rozpaleni dyskusją o płycie czy zespole. - A tam to są kjurowe gitarki - bzdura, głuchy jesteś, nigdy nie słyszałeś kjurowych gitarek - sam jestes głuchy. I lecz się. Puść se xy lub z to jest muza dla ciebie, nie znasz się. Idź lepiej obieraj ziemniaki. I tak dalej. I o co chodzi? O nic większego jak tylko formę zorganizowanych dźwięków, tylko o piosenki i piosneczki, wyśpiewywane przez setki, jak nie tysiące wokalistów i wokalistek zorganizowanych w zespoły, projekty, one man bandy. A jednak - spieramy się. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak jest? Kiedy szukam prapoczątków swojego uzależnienia widzę następujący obraz. W domu, oseskiem będąc, w czasie wizyt towarzyskich zmuszam gości do odsłuchania swojego występu wokalnego. Ładuje się do kuchni gdzie siedzą matka i zaproszeni, i czy chcą czy nie chcą, raczę ich dziecięcymi hitami owych czasów. Oczywiście oklaski obowiązkowe po każdym wykonaniu, bo jak nie, to ryk :) Jak chcecie, przy okazji jakiejś popijawy w wiekszym gronie znowu mogę zaśpiewać, tym razem wam, ale nie ręczę za wasze zdrowie psychiczne po moim performansie :) Cięcie - pierwszy magnetofon w domu. Szpulowiec, mono CZTEROŚCIEŻKOWE cudo Unitra ZK-140T. Kupione za pożyczkę, razem z meblościanka do kuchni. Tak to wyglądało:
No i szpule. Same hity. Child in Time, Stairway to Heaven, a zaraz obok Words don`t come easy czy Hands Up :) Do dzisiaj nie rozpracowałem jak się na tym cudzie nagrywa, nagrywał starszy kuzyn. Pamiętam kabelki DIN wpinane w telewizor marki Beryl, w nocy, i nagrywanie koncertu Lady Pank (ówczesna reżymowa mało takich rzeczy puszczała) Niestety nie był to ten koncert na którym Panas pokazał swój sprzęt, ale było to w sumie niewiele wcześniej. Zasłuchiowałem się tymi szpulami bez przerwy. Pamiętam jak pozamiatało mnie Tańcz głupia tańcz, słuchane na okrągło zaraz po tym jak to pierwszy raz usłyszałem. W końcu przyszła mama i zabrała szpulę. Tja. Wykryłem wtedy, nie nazwane jeszcze, ale już gdzieś, w dziecięcy sposób przeczuwane emocje, jakie wzbudzała we mnie muzyka. Wiedziałem że potrafi mnie wyłączyć całkowicie z otaczającej rzeczywistości. Że zabiera mnie w jakieś miejsca niedostępne realnie, budzi burzę, niepokój albo szaloną radość. Nie zastanawiałem się ani trochę, dlaczego tak jest. Zwyczajnie, płynąłem z solówką Dziecka w czasie towarzysząc muzykom w locie poza ten świat. te emocje były równie niewerbalne jak dzisiaj, moja dziecięca bezradność co do ich opisu przeszła w bezradność dorosłego. Tak po prostu jest, Po prostu to jest. We mnie. Wyćwiczone przez setki godzin słuchania muzyki, tak bardzo zrośnięte zosobowością, że nie ma możliwości odseparowania tych umiejętności przeżywania. Cięcie. Kolonie w Dziwnowie, Konkurs Piosenki Kolonijnej. Wygrałem go śpiewając w duecie z kolegą z Gliwic ówczesny hit "Córka Rybaka" Wałów Jagiellońskich. Ale nie o to chodzi, to było dla lansu :) Kolonijne dyskoteki. Miodzio. Pierwsza miłość (co roku miała inaczej na imię :) ) i pościelówki tańczone na wyciągniętych ramionach (wiecie o co chodzi) - Jeanne Falca (do dzisiaj KVLT), Modern Talking, Savage i.... Lavender Marillionu. Jezu, jak to smakowało ! Wszystko wydawąło się kompletne. Słuchałem wtedy maniakalnie klasycznego disco, italo disco, byłem fanem twórczości tria producenckiego SAW odpowiedzialnychza tak ambitne rzeczy jak Rick Astley czy Jason Donovan. Na to wszystko wchodził Niedźwiedź z Listą Przebojów Pr.3, telewizyjna Dwójka (nadal na Berylu) wraz z Videoteką i Listą Przebojów Dwójki. Muzyka była wszędzie, mimo braku dostępu do przekaziorów, płyt, grała mi w każdym momencie. Wzruszałem się przy Lorelei kapitana Nemo, uromantyczniałem do łzawych hitów Papa Dance, miałem na szpuli całe Misplaced Childhood, zgrywane do nieprzytomności, zresztą, ta płyta jest ze mną do dzisiaj i nic nie straciła ze swojej siły, ani trochę sie nie zestarzała. Wreszcie pierwszy kaseciak z radiem ! Czytaj - pierwsza klasa szkoły średniej. Kasprzak RM 222 - Automatic. No, czapki z głów, wreszcie proste nagrywanie, regulacja tonów, zachodni wygląd i co nie tylko. Wypas, jednym słowem. Szpan. Prawie jak boom box, nie bójmy się mocnych słów.
 Ładowało się weń fullsuperhiper kasety typu:
Rozumiecie zatem, że jakość dźwięku biła na głowę wszystko. Niestety, Kasprzaki miały głowice do doopy, jak pamiętam, większą cześć czasu spędzałem ze śrubokrętem regulując jej położenie :) Wprawdzie koledzy, ci z lepszych domów, jak to się mówiło wtedy, szpanowali Kondorami, ale co tam, to byli waluciarze i wrogowie systemu. I poza tym nie znali się na sprzęcie. Ten Kasprzak jest w zasadzie odpowiedzialny za wszystko, nawet za to forum. To z jego głośniczka Beksiński zatruwał moją niewinną duszę płytami Fieldsów, Dead Can Dance, Depeche Mode, Cure. Puszczał mi bisajdy Depeszów, płyty Sióstr, a ja, je, cholera, nagrywałem. Więcej, potem ich słuchałem ! Przeszkadzało mi że nie moge tego robić ciągle, zatem, trzeba było zdobyc taki oto cud:
Mój był tró czarny, ale poza tym dokładnie taki sam :) Składali się na niego: moja mama, troje przyjaciół i moja ówczesna dziewczyna. Dostałem go na imieniny, i ten prezent praktycznie wyłączył mnie z życia społecznego. Pardon, ściągałem słuchawki w celu poproszenia o kasę na nowe baterie. Ale poza tym nie było ze mną zbyt dużego kontaktu. W moim walkmanowym świecie grało Dead Can Dance z którym przeżyłem wstrząs, oglądając jak wczesnym porankiem w listopadzie, w mieście Kraków, zwolna unosi się mgła ponad mury Wawelu, odsłaniając zamek w pełnej okazałości. Słuchane w tamtym momencie Within The Realm Of A Dying Sun zwyczajnie okazało się kompletna i doskonałą wypowiedzią jaka spowodowała że owa magiczna chwila zyskała status doznania totalnego. Było ich zresztą więcej: pierwszy odsłuch Elizium (gdzieś w AG jest art o tym), seks tysiąclecia przy pierwszej płycie Closterkellera Purple, picie wina w milczącym kręgu przyjaciół, w ciemnym pokoju, z sączącym się z tła Bella Lugoshi is Dead.
Pewnie wszyscy możecie opowiedziec takie historie, prawda? Wszystkie takie wspomienia doprowadziły nas w miejsce podobne do tego. Nie jest ważne jak ta opowieść się kształtuje. Ważne jest tylko to, że jesteśmy zarażeni. Że jest w nas coś, co powoduje że świat opowiada się, filtruje, ustanawia poprzez dźwięk. Że instynktownie integrujemy się z tym czy innym utworem. Obok nas ludzie wyrażają się w sztuce, filmie, tańcu, słowie pisanym - są tacy sami jak my. Tylko preferują inne tworzywo. Muzyka to puzzle, co rusz pojawiają się małe fragmenty czyniące układankę coraz bardziej kompletną, a my stajemy się coraz bardziej pełni i określeni.
Żałuję tylko jednego. Kiedyś umrę, i mam świadomość, że i wtedy będzie nadal tworzona wspaniała, doskonała muzyka, taka, jak ana pewno by mnie zachwyciła, została ze mną. Może do tego czasu uda się opracowac jakiś pomost przesyłowy, albo, chociaż, zainstalować internet w piekle :) Ale wszystko wskazuje na to,że, cholera, nic więcej nie usłyszę. To jest dopiero niesprawiedliwe !! :)
|
 |
dnia lipiec 26 2010 14:51:13
Heheheeh, u mnie było podobnie ;)
Z tym, że na szpulowcu rodzice męczyli klasyków jazzu, bluesa i rocka, bo tacy muzycznie wywrotowi bardziej byli ;) Natomiast magnetofon kaseciak był przywieziony z Rajchu i traktowany w chacie jak relikwia.I też gdzieś mniej więcej na początku liceum dostałam Kasprzaka.
The Cure, DCD, FOTN, SOM i parę innych fascynacji...no klasyk Pin.
Myśle, że każdy z roczników zbliżonych do naszego mógłby opowiedzieć podobną historię :) |
 |
dnia lipiec 26 2010 14:56:19
Po raz pierwszy od dłuższego czasu tak mnie artykuł wciągnął :) Jako osoba, dla której wrażenia wizualne mają najwyższą rangę, jestem w stanie zrozumieć, czym jest słuch dla Autora tekstu. Tak samo, jak autor o muzyce, ja mogę wykłócać się o wyższości jednego filmu nad drugim. Łąka to dla mnie nie zielony dywan, ale tysiące pojedynczych ździebełek, z których widzę każde jako oddzielny twór, w dodatku o innym kolorze (!). Wiem, że to nie to samo, ale przynajmniej mam przełożenie :)
A co do samego artykułu… ech, pamiętam magnetofony i kasety. Pamiętam, jaką frajdą było nagrywanie piosenek z radia, bo Internetu nie było praktycznie, wybór kaset w Ciechanowie był żaden i dopiero radio (co ciekawe – głównie RMF!) pozwoliło mi poznać szerzej różnorodność stylów. Pamiętam również swojego pierwszego walkmana, którego kupiłem (niespodzianka) podczas wycieczki po Berlinie, którą „dostałem” od babci na 18-te urodziny. A odtwarzacz mp3 to oczywiście bardzo ważny przyrząd, bez którego absolutnie żadna wycieczka nie jest możliwa. Szczególnie podczas niekończącej się podróży na trasie Gdańsk-Poznań ;) |
 |
dnia lipiec 26 2010 15:07:18
A ja w ogóle mp3 nie używam :P |
 |
dnia lipiec 26 2010 15:24:12
Świetne :)
Racja, cold, to nasze wspomnienia :) Czerwony lakier mojej mamy, który świetnie kleił zerwane taśmy; czuwanie palcem na przyciskach nagrywając piosenki z radia…
Dodałabym jeszcze jedno: gramofon. Rytuał ostrożnego wyjmowania czarnego krążka, 33/45, strona A, strona B…
Pin, masz rację bez muzyki byłoby trudno, w zasadzie nie byłoby wogóle, nic. Do dziś to dla mnie magia, ze ktoś umie ubrać w dźwięki emocje we mnie. Ale, to chyba jednak dobrze, że po nas powstaną dźwięki, których żal. Gorsza byłaby świadomość, że powstało już wszystko. |
 |
dnia lipiec 26 2010 16:34:52
Hm, w mojej pamięci najbardziej zapisał się magnetofon dwukasetowy Sanyo. Wszelkie gry i zabawy polegające na przegrywaniu kaset oraz na zgrywaniu muzyki z radia przypadały w moim przypadku na lata dziewięćdziesiąte zeszłego wieku. Miałam dwie ulubione stację: Radio Afera oraz nieistniejąca już Rozgłośnia Harcerska.
Gramofon w domu też był, a jakże :) Aczkolwiek nie odegrał on zbyt wielkiej roli w mojej edukacji muzycznej. Za to nieocenionym źródłem muzycznych inspiracji był zbiór kaset starszego brata.
Niepoślednią rolę odegrał u mnie też internet - pojawił się u mnie w domu dość wcześnie i, gdy tylko pojawiły się pliki mp3 (ściągane wtedy jeszcze z przeróżnych serwerów FTP), to zaczęłam skwapliwie z tego dobrodziejstwa korzystać. :) |
 |
dnia lipiec 26 2010 16:57:56
Moje siory miały szpulowca i często spór był, w którym pokoju ma stać. Ja miałam Grundiga, który wyglądał niemal jak Kasprzak. Świadome słuchanie muzyki towarzyszy mi od kiedy miałam 6 lat, bo pamiętam, że byłam wielką fanką Izy Trojanowskiej. :D |
 |
dnia lipiec 26 2010 22:46:57
omatko.
u mnie kolejność była taka :
najpierw ten lampowy Beethoven (radio): http://img.archiw...?608627200
potem Bambino 2, gramofon: http://oldradio.p...no_2_.html
potem magnetofon Aria: http://www.google...s%3Disch:1
potem radio Radmor srebrne: http://www.elektr...15_212.jpg
i kaseciak Diora mds 4421....
sprzęt niby trochę inny - ale wspomnienia identyczne.
i emocje.
ech, wiedziałeś co napisać, Pin, żebym sie poryczała :) |
 |
dnia lipiec 27 2010 01:03:35
I chyba nie ma co żałować, że w piekle nie będzie internetu (chyba); tam już czeka na nas niezła orkiestra ze swoją muzyką :) |
 |
dnia lipiec 27 2010 02:45:14
jeszcze raz wracam do tej opowieści.
wzruszam się - choć nie jest moją wlasną.
nie wiem - czy umiałabym juz teraz - czy miałabym na tyle sił, aby opowiedzieć muzyką historię mojego życia.
Tym bardziej - że ona wciąż się toczy, wciąż trwa.
Może kiedys to zrobię.
Ale dziś nie mam tyle odwagi, żeby się odwrócić, znowu otworzyć te drzwi i pozwolić - żeby TO wtrgnęło i przewaliło się przeze mnie - tak dokładnie nazwane i wypowiedziane.
Boję się - że to byłoby jak spisanie testamentu.
Boję się - że potem nie napisałabym już niczego. |
 |
dnia lipiec 27 2010 08:27:37
Takie luksusy jak internet to tylko w Niebie :> |
 |
dnia lipiec 27 2010 08:30:44
Też dodałbym do listy gramofon. Nie pamiętam, jaki, wiem, że mieliśmy dwa. Miałem kompletną płytografię Pink Floyd. Ciekawe, czy gdzieś jeszcze można dostać gramofony i ilu byłoby chętnych... Miało to swoje charakterystyczne brzmienie jednak...
PS. Poprzedni komentarz miał być początkiem tego, ale "sam się wstawił", nie wiem, czemu. |
 |
dnia lipiec 27 2010 14:45:59
Zazdroszczę tej iluminacji podczas słuchania Within The Realm Of A Dying Sun w odpowiednim miejscu i czasie. Niby mam podobne wspomnienia z Dominiom wysłuchanego w Petrze, ale to zupełnie co innego, nie ten kaliber. |
 |
dnia lipiec 28 2010 00:43:37
Ja pierniczę...
Świetny tekst. Zupełnie jakbym czytał Tomka, co masz uznać za komplement, i basta! :)
Jestem jeszcze młodym człekiem, w kwietniu stuknęła mi dwudziestka czwórka, ale trochę tych sprzętów znam; czasem miałem z nimi do czynienia "na gorąco" - grotem lutownicy. A czasem "na zimno".
Pamiętam pierwszą wieżę, którą rozebrałem na części. Był to amplituner ZRK AT9100 oraz magnetofon ZRK M9109. Wtedy jeszcze w mojej głowie siedział tzw. mit badziewności Unitry, co doprowadziło do demontażu chwilę po tym, jak sąsiad w okolicach 2000r. dał mi jakąś miniwieżę made in Daleki Fshut. Ale kolumny ZG60c zostały - przechowały się u sąsiada, a wróciły do mnie kilka lat później, gdy zbrzydły mi słuchawki i ustawiałem sobie sprzęt "głośnogrający" w pokoju. Zaś kilka miesięcy temu ocaliłem przed wyrzuceniem oraz naprawiłem/odnowiłem sprzęt z domu ukochanej jednego z moich kolegów. Midi-wieża serii 30... [magnetofon, tuner i wzmacniacz] oraz ogromne kolumny ZG40. Kompaktu nie było. Dogadaliśmy się z ojcem, by wyłożył kasę na nowy odtwarzacz CD, części do odnowienia oraz przewody, a ja odrestaurowałem obie pary kolumn [trzeba było powymieniać zawieszenia głośników basowych, kopułki wysokotonowych i całe głośniki średniotonowe]. Kupiłem Fonica CDF003 dla siebie i ustawiłem w wieży wraz z resztą sprzętu, a mój dawny, wąski CDF103R pasował na wymiar do nowej wieży i poszedł do ojca. Nowe "kobyły" ustawiłem u siebie, stare kolumny - u taty, opiąłem sprzęt, dodatkowo nagłośniłem telewizor i wszystko gra :).
Pamiętam jeszcze epizod, w którym mając 2 czy 3 latka "uczyłem się emisji głosu" przez nagrywanie się na radiomagnetofon Kasprzaka.
Wracając do starej wieży. Brat na początku lat 90-tych sprawił sobie własną: najpierw miał Elizabetkę i kolumny New Mildton, potem dokupił kaseciaka MDS440 [odziedziczyłem go ok. 2005r., przy okazji wyprowadzki braciaka] i wreszcie amplituner JVC oraz kompakt Fonica CDF003R, czyli taki jak mój obecny, ale z pilotem. Jaki to był, kurna, szał! Zaczęło się pożyczanie kompaktów od kolegów i przegrywanie na kasety. Pamiętam, że nie wolno mi było nawet zbliżać się do sprzętu, gdy leciała taśma; poza tym pamiętam wycinanie z kalendarza prostokącików oraz nanoszenie na nie cyfr przez mamuśkę. Rapidograf, tusz, pismo kreślarskie! Nie dziwota, w końcu rodzicielka pracowała w Fabryce Transformatorów i Aparatury Trakcyjnej ELTA, później ABB Elta, na końcu - ABB. Do ok. 1995r. używano u nich desek kreślarskich, później wyparł je AutoCAD.
Brat zgromadził kolekcję ponad 60 kaset, które zresztą wreszcie przypadły mnie, i znaleźć tam można było całą dyskografię Depeche Mode aż do Violatora włącznie, Marillion, Pink Floyd, Queen, Jacksona, Eurythmics, Whytney Houston, Oldfielda, Jarre'a, OMD, Electric Light Orchestra, "zaginioną w niewyjaśnionych okolicznościach", jak wiele kaset zresztą, Metallicę, Elektryczne Gitary czy "Floodland" Sióstr. Tak więc z gotyckim rockiem miałem styczność bardzo wcześnie... Dodam tylko, że to ja "zmusiłem" brata do zgromadzenia Depeszów, okropnie lubiłem ich słuchać choć nie wiedziałem o rytualnych tańcach na Pimpf :D
Później przede wszystkim słuchałem radia. Najpierw porządna łódzka stacja - Radio Classic. Mieli audycje autorskie, listy przebojów... Było to jeszcze zanim format i takosamość zdominowały eter. Gówno na antenie jeszcze nie leciało, było dużo dobrej, dającej się słuchać muzyki. Teraz oferują ją tylko nieliczne stacje... Po Classicu słuchałem Jedynki, co więcej: chodziłem wtedy do gimnazjum, mierził mnie mainstream i byłem... konserwatystą. Tęskniłem za dawnymi czasami, byłem w głębi mocno anachroniczny, chciałem mieszkać na wsi jako znak łączności ze swoimi korzeniami, przodkami. Tak, to prawda. Gdyby mi zostało, pewnie popierałbym UPR i chodził na Manify z drugiej strony, ale zacząłem myśleć i odkryłem, że jestem "ideologicznie niepoprawny"... :)
Po Jedynce długo nic. Kompakty nagrywane z empetrójek na komputerze stojącym w sąsiednim pokoju. Rok 2005, dostaję się na studia... Zapisałem się do Studenckiego Radia ŻAK Politechniki Łódzkiej z ambicją zostania realizatorem/akustykiem i konserwatorem sprzętu. Zacząłem słuchać tej stacji; jest to radio totalnie niekomercyjne, zero reklam, stojące na słowie i kreatywności prowadzących a nie na "odgórnych ukazach". Ma długą historię, zaczynało w 1958r. i do 1996r. działało wyłącznie jako radiowęzeł osiedla akademickiego. W latach 70-tych przewinął się przez nie niejaki Marek N., pseudonim Niedźwiedź, "oskarżony" o szmuglowanie zachodniej muzyki i sianie zgorszenia młodzieży. Nawiasem mówiąc w historii, w trudnych latach 80-tych, Politechnika narzuciła stacji Radę Programową, archiwalne nagrania konfiskowano, a szpule z "niepoprawnymi" audycjami studenci chowali w... kołchoźnikach.
Obecnie w ŻAKu nie działam, jakoś mi "nie po drodze"... kiedyś przychodziłem częściej. Z bycia realizatorem nici, zabrakło mi systematyczności. Parę razy myślałem również o prowadzeniu audycji, ale problem j.w. mnie do tego zniechęca, bo nie tylko trzeba regularnie przychodzić na program [co jest oczywiste], ale i wypełniać protokoły dla ZAiKS, podawać twórców, autorów słów i kompozytorów muzyki - dla każdej piosenki. Psiakrew. Przerabiałem to gdy "wrzucałem" do komputerowego systemu emisyjnego utwory; odbywa się to tak: najpierw trzeba włożyć płytę i ją zgrać, następnie wyszukać w bazie albo wklepać ręcznie tytuły utworów i samego albumu, wykonawcę i - twórców... o to sprawa czasem się rozwala. W niektórych przypadkach jest prost: wklepujesz "Lisa Gerrard", "Brendan Perry" i koniec. Kiedy indziej masz tylko "eLL" albo "Lord Darkthep, R.X.Thamo" i nie idzie znaleźć imion i nazwisk ani w książeczce płyty, ani w necie.
Z ŻAKiem dałem sobie spokój, może coś mnie jeszcze natchnie...
A gotycki rock?
To historia najnowsza. Poznawanie klimatu, zdefiniowanego jako całokształt muzyki, sztuki, estetyki, literatury, zaczęło się u mnie ok. 2006r. od mody, zamiłowania do chodzenia w skórach. Jakoś szlakiem forów i wikipedii doszedłem do "goth", zacząłem drążyć temat, pojawiłem się w Domu Niewoli czyli portalu wiadomo-jakim. Muzycznie byłem zielony jak oczy Harry'ego Pottera. Nieśmiale poznawałem różne rzeczy na podstawie Youtube, potem - odkrycie! - last.fm. Dalej był Soulseek i ściąganie całych albumów, słuchanie ich na kompie przez słuchawki i odtąd się zaczęło na dobre. Pewien znajomy gitarnik, którego wzmacniacze naprawiałem, pod koniec 2007r. zapoznał mnie ze swoim kolegą z kapeli. Facet nazywa się Marek Sierocki [sic!], ale nie ma nic wspólnego z Teleexpressem lecz zajmuje się oprawą obrazów. Pożyczałem od niego trochę płyt... poznałem Laibacha, Skinny Puppy, Raison d'Etre, Joy Division, Death in June, Blood Axis, Current93 / Nurse with Wound i parę innych. A poza tym od jeszcze-wtedy-Ukochanej przegrałem sobie "Deliverance" Opeth, "Nosferatu" Trzynastych oraz "Jesus Christ Superstar" Laibacha.
Dalsze poznawanie muzyki biegło podobnie. Ściąganie i słuchanie na kompie. W pewnym momencie, jakoś po Castle Party 2008, mocniej zainteresowałem się oldschoolową sceną gotycką. Wiadomo, Christian Death, Alien Sex Fiend, Bauhaus, .45 Grave, Skeletal Family i takie tam. Ssałem całe dyskografie i teraz na moim dysku dominują tego typu brzmienia... Później porzuciłem Soulseeka, za to znalazłem parę blogów takich jak Gothic Rock 2009, Kaseta Stilon Gorzów C-60, Occiso13, Bonito Cadaver, Fritz die Spinne, Dark Independent PL czy The Crypt. Ściąganie połączyło się z czytaniem, zdobywaniem wiedzy o kapelach. Czasem pojechałem na jakiś koncert, ale to raczej ewenement. Pamiętam, że byłem na CoX 15.III.2008r bo blisko, bo w Łodzi, bo kumpel z ŻAKa miał jakieś chody w Funaberyi i załatwił mi wejściówkę. Inaczej z powodów ekonomicznych by nie poszedł. Poznałem wtedy ekipę [Sister, Sangwinowego, Narkosę, Beauty] i miałem pierwsze wyjście w gorsecie.
Potem - Kaszel Party 2008, Old Skull w lutym 2009 [grali Miguele, The Last Days of Jesus, Ausgang iSkeletal Family. Pojechał łódzki batkejw czyli nie tylko nasza ekipa, ale i jedna panna poznana kiedyś w lumpeksie, a potem na SDGE. Zostaliśmy do końca.
Następnie CP2009 i Lacrimosa. O, to było piękne... i sam koncert, i nocno-poranne pogaduchy z Drzo. W jednym momencie się zagapiłem i, zamiast gadać sobie na bakstejdżu z Tilo i Anne, zostałem za drzwiami, było mi trochę żal. Zaimponowałem za to pewnemu chłopakowi listą zespołów, jakie poleciłem mu osłuchać... tę listę "zweryfikował" potem basista Lacrimosy. Zaś potem wyszliśmy i były przemiłe chwile :).
I tak do dzisiaj.
Czekam na nadchodzące dni. Koncertów The Eden House oraz Faith and the Muse mogę nie wytrzymać, wypłaczę się ze wzruszenia i padnę z odwodnienia,
Pin wspomniał o WTROADS DCD i mgle w Krakowie... coś w tym, cholera, jest! Moja imaginacja jest "full HD", widzę jasny obraz, słyszę dźwięk bez szumów i opisana scena łatwo przychodzi na myśl. Moje odczucia są podobne: słysząc DotI widzę pustynię, dookoła nikogo, uczucie dojmującej samotności i bólu... za to Cantara kojarzy mi się z wędrówką w zimowej zamieci przez łódzkie ulice, do Kochanej, która gdzieś w budynku w oddali - być może jest to wieża obserwacyjna dawnego Deutsches Gymnasium, teraz Wydziału Filologii Uniwersytetu Łódzkiego - wyśpiewuje jakieś inkantacje... Albo lot przez pustynię w kierunku miejsca, gdzie odbywają się plemienne obrzędy. Takie mam odczucia.
Z zamglonym miastem, wciąż Łodzią i jej fabrykami, kojarzy mi się utwór "Victory Starts Here, In The Land of Completion" Ordo Equilibrio, z albumu "The Triumph of Light... and Thy Thirteen Shadows of Love". Intro, dzwony na początku - zwała! Trzeba poznać. Innym kawałkiem z tego albumu, równie sugestywnym, jest "Marching Across the Stupid and Ignorant". Kojarzy mi się z marszem przez wyludnioną krainę, postapokaliptyczne pustkowie, być może - Prypeć, Czarnobyl...
Ale mi felieton wyszedł. |
 |
dnia lipiec 28 2010 10:40:11
no wyszedl ci felieton :)
Proponuję uzupelnij o linki do zdjęć i podaj jako Mjuzik 2 :) |
 |
dnia lipiec 28 2010 15:32:30
Przez to wszystko wczoraj zlazłam do piwnicy i wyszperałam swoje stare kasety:P
Tylko jest jeden problem - nie mam na czym ich słuchać ;) |
 |
dnia sierpień 08 2010 13:38:22
Pin, nie widać twojego walkmana. |
|
|
|
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
|
|
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?
|
|
|
| Po |
Wt |
Śr |
Cz |
Pi |
So |
Ni |
| |
|
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
| 6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
12 |
| 13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
| 20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
| 27 |
28 |
29 |
30 |
|
|
|
|
|