____________________________________________________________
23.08.2010
Trzecia paczka fajek i piąte piwo.
Endless Sleep w słuchawkach. Właściwe miejsce, światło i czas.
It won`t hurt you anymore...
____________________________________________________________
15.08.2010
Dokonało się.
____________________________________________________________
29.06.2010
Cant stop the hurt, cant stop the bleeding
I am invisible
Cant stop the thought, nor the feeling
I dont exist at all
But when you call my name
Do you feel the same way
That were trapped in time
Were both living a lie
I live in a tower of my own creation
Im indivisible
From the thoughts that make up all my memories
Transcendental
But when you call my name
Do you feel the same way
That were trapped in time
Were both living a lie
Many days have come and gone
Since the day I was born
And the autumn of life has finally come
With the promise of winter thorns
______________________________________
Nie zatrzymam bólu, nie przestanę krwawić
Jestem niewidzialny
Nie zatrzymam myśli i uczuć
W końcu przecież nie ma mnie..
Lecz, kiedy wołasz moje imię
czy myślisz tak samo?
Oboje uwięzieni w czasie
żyjemy w kłamstwie
Żyję w wieży własnego stworzenia
nieoddzielony
od myśli jakie czynią moje wspomnienia
transcendentnymi
Lecz, kiedy wołasz moje imię
czy myślisz tak samo?
Oboje uwięzieni w czasie
żyjemy w kłamstwie
Wiele dni przyszło i przeminęło
od dnia w którym się urodziłem
I nadeszła wreszcie jesień życia
wraz z nią...obietnica zimowych cierni...
____________________________________________________________
21.05.2010
Zmęczenie. Poznaję wszystkie jego kolory i smaki. Każdego dnia smakuje inaczej, inaczej wygląda i inaczej jest podawane na stół. Światło szarzeje i rzeczy tracą kontury. Pogrążają się w czymś miękkim, ale nie jest to ten rodzaj łagodności jakiemu byś się poddał i którym otulił. Wstawanie i chodzenie. Pracowanie. Odpisywanie na maile. Picie piwa i palenie papierosów. Przeglądanie stron. Planowanie wyjazdów, wyjść, lub choćby tylko spacerów i tras rowerowych. Pompa pracuje z przyzwyczajenia, krew krąży, maszyna działa. Oczy wciąż półprzymknięte, przekrwione. 2:30 na czerwonym cyferblacie radiobudzika. Zimno. Czarne okno za jakim nie ma świateł. Wir i spirala zmęczenia która wreszcie wciąga w sen i daje błogosławioną ciemność, na chwilę. Poranki w które nie chce się otwierać oczu. 6:30 na cyferblacie, czas uruchomić sprzęt. Nie. Jeszcze chwila.
9:30
Kurwa. Znowu zaspałem.
Zmęczenie.

____________________________________________________________
13.05.2010
- Witaj w Zapomnieniu.
-
Amen

____________________________________________________________
04.05.2010
Czas by był najwyższy trochę odświeżyć tę pisaninę. Z tym że w zasadzie niewiele mam do napisania, może z wyjątkiem tego że definicje monstrów dopełniają się i zyskują te wszystkie, smaczne szczegóły teorii jaka znajduje swoje miejsce w rzeczywistości. Nie jestem zły. Nie jestem rozczarowany. Nie jestem zdziwiony. Jestem raczej..pasywny, obserwuję figury zamierającego tańca monstrów. Pomiędzy jednym i drugimi piwem, bieganiem za kablami do miksera, sprawdzaniem na forach i fujzboku jak nas widza i piszą - staram się zgubić czas. Jest go nadspodziewanie mało, chwała i za to. Działam, choc nie jestem przekonany do niczego co robię. Jednak, pokusa inercji jest ogromna, zanurzyć się w nią było by szczytem luksusu. Jeszcze nie teraz - jeszcze muszę zrobić parę rzeczy. Ale kiedy przyjdzie pora, powitam ją z radością. Kiedy ostatni promyk nadziei zniknie i zgasną wszystkie światła na tej rampie, kiedy wybrzmi ostatnia nuta i muzycy spakują sprzęt - wyjdę wprost przed siebie. Nie obejrzę się. Bo niczego nie pozostawię co chciało by bym pozostał ja, niczego nie zapomnę bo wszystko będzie mało istotne. Kobiety, dzieci, rzeczy. Komputery, telewizory, odtwarzacze mp3. Miłość i nienawiść - zagaszone i zimne. Nie będę czekał.
Synthesize me. And reboot.

____________________________________________________________
17.04.2010
Zmarł Peter Steele. Śpiewał
World coming down...Te słowa mogę teraz przenieść na to co jest i tylko z przodu dodać
My, bo nie wiem jak tam inne światy innych ludzi. Mój rzeczywiście spada w dół. Na szczęście jeszcze jest muzyka. I chyba w zasadzie tylko ona. Czas pokaże czy wystarczy jej sił by mnie trzymać w tu i teraz. Jeżeli nie - nie będę miał do niej pretensji. Widocznie nie było warto.
____________________________________________________________
24.03.2010
As she crawls from my hands
Her eyes I think they've found me
Matter
Blood
Her features cease to be traced
Oh forgive me
Now have your place with god
Innocence can be hell
Of the perfumed and penetrated flesh
She's melting, melting away
Of the passions that see and destroy us
This subtle fire, the secret flame
Torture by desire
Transformation from flesh to spirit
Melting, just melt away
There's a stillness
Between the light and me
Nothing but dreams and decay
And the angel
Whose wounds are my lamentation
Oh just melt away
Melting, Melting away.....
_________________________
Oto spływa z moich dłoni
Jej oczy..
Myślę że mnie odnajdą
Pytania
Krew
Których właściwości nie można opisać
Och..wybacz mi
Oto masz swoje miejsce u boku boga
Niewinność może być piekłem perfumowanego, poznanego ciała
Ona..topnieje, coraz bardziej
W namiętnościach doznanych i tych które niszczą
subtelny ogień, płomień tajemnicy
Torturowani pożądaniem..
Transformacja..
Z ciała..
w ducha..
topniejemy...
Jest bezruch pomiędzy mną i światłem
Nic ponad koszmar i rozkład
i anioł
którego rany opłakuję
och, stopniej
po prostu stopniej
____________________________________________________________
08.03.2010
In the year 2525..śpiewają Fields. I mylą się co do daty. Rokiem w którym wydarza się to co złe jest 2010. Czyli teraz. Minęło zaledwie trochę ponad 60 dni a straty w ludziach i sprzęcie są...straszne. Obserwuję codziennie jak się wszystko kurczy i zwija, braknie przestrzeni, oddechu i światła. Miejsca stają się obce, kolory bledną. Ścieżki wydeptane zasypał śnieg, który nie puszcza i nie wycofuje się ani o piędź. Wypełnia mnie powoli ten biały puch i czuję jak zamieram w zimnym oddechu kryształków zamrożonej wody. Chcę tylko spać. Wtedy jest bezpiecznie, ciepło i właściwie. Oczy otwarte zwiastują kolejne opady śniegu, kolejne próby wybicia śladów jakie i tak zaraz zostaną zasypane. Bezpieczeństwo jest złudne i niestabilne jak domek z kart. Stan czujności, napięcie jak struna i kontrola każdego poczynania męczą, nużą, zniechęcają. Jeszcze ruszam się niemrawo i odgarniam rosnącą zaspę wokół moich butów. Ale już czuję jak zamarzam. Robi się wtedy fałszywie ciepło a potem się już tylko śpi. Zdrętwiałe stopy nie bolą, oszukana ciepłota posuwa się w górę. Niech tak będzie. Skoro ma się wydarzać to niech się dzieje szybko.
____________________________________________________________
16.02.2010
Dopijam kolejne piwo i liczę. I jakkolwiek nie dodam wychodzi zero. Zero nie w procesie docierania, tylko w efekcie. Pojęcia jak były dyskusyjne, takie są nadal, tylko chęci do dyskusji brak. Wina nakreślona, wyrok zapadł, apelacji nie przewiduje się. Monstra to my. Wraz ze swoimi nadziejami, ze śmieszna wiarą w rzeczy jakie mogą byc stałe. Nie ma takich. Nic nie jest dane raz na zawsze, każda sprawa podlega starzeniu i inercji. W szaleńczej próbie konstytuowania rzeczy wiecznych spalamy się i doznajemy następnych klęsk. Ludzie są jak szarańcza, opanowują teren i pożerają wszystko - potem ida dalej. Wieczny pęd ku czemuś czego nie ma. Droga jest wszystkim, cel nie istnieje. Nie wiesz dokąd zmierzasz - to banał, wiem. Banał którym wybrukowano każdą, zasraną sekundę tego co nazywamy życiem. Banał wyzierający spoza pocałunków, spoza obietnic. Czające s ię w drugim i trzecim, i kolejnym monstrum słowa wątpliwości. Słowa jakie odbierają oddech, jakie wysysają światło, jakie nie pozwalają spocząć, uwierzyć i zaufać. Wieczny, okropny, koszmarny taniec niedomówień, rzeczy zrobionych i rzeczy odebranych. Rzeczy jakie niosą destrukcję, rozpad i smród. Nie ma niczego na czym sie można oprzeć - przyjaciele odchodzą, miłość ewoluuje do form monstrualnych i nie dających się opisać. Potem gaśnie jak płomyk, a ty zostajesz z niczym. Winny i sędzia zarazem, dawca i biorca. Ból jest jak oddech, upadek jest jak chleb. Tylko..ile można chcieć wstawać?
Dobre jest to piwo.
Szkoda że ono też się skończy wkrótce.
____________________________________________________________
30.01.2010
Przebijanie się jest trudne i znojne. W zasadzie to syzyfowa praca, z góry skazana na porażkę, ex definitio - że tak sobie błysnę erudycją. Demontaż jest natomiast łatwy, przyjemny i skuteczny - udaje się zawsze. Efekty widać od razu, są one bezdyskusyjne, można siedzieć i podziwiać.
"Kolistość" działań podejmowanych i tych, których się jest podmiotem/przedmiotem nuży w swojej powtarzalności. Kontredans póz, min, gąb - figury wykonywane w tańcu w różnych kolejnościach i z różną chęcią - tym niemniej potwory wiedzą że w dzisiejszym programie właściwe pasaże taneczne zostaną wykonane i nie ma od tego odwrotu. Po destrukcji zazwyczaj następuje kreacja, potem równowaga, wreszcie ponowna destrukcja, ha, ha.
Gdzieś w tle czai się wprawdzie inercja ze swoją kuszącą propozycją zaniechania wszelkich działań - ta jednak śmierdzi niemożebnie zatem potwory niechętnie korzystają z jej dobrodziejstw (wbrew sobie, przyznają to zasypiając)
Perpetuum mobile
Wstęga Moebiusa

Monstra tańczą.
fot.2
____________________________________________________________
11.01.2010
Zasypiam w środku.
Oczy sklejone, dłoń nie przeciera zwidów - rzeczy bez kształtu i woli. Zapachy uleciały w przestrzeń, smaki już tylko w pamięci. Cisza wokoło, wata wokół mózgu, miękkie nic, wypełniacz. Jest bezpiecznie, bo jest nijak. Noże którymi kroiłem rzeczywistość stępione, pordzewiałe, zdobią ścianę jako wspomnienia o minionych dniach. Mostra odeszły, gospodarz nie dostarcza pożywienia - może jakieś zostało skundlone, pijane bezsiłą, nie wiem, nie widzę go, pewnie wegetuje w jakichś ostępach ciała. Między mną i resztą rzeczy jest niewidzialna przestrzeń, mała warstewka niczego, wąska szczelina - liżę ja od środka jak dziecko szybę za którą w cukierni leżą ciastka. Nie buntuję się nic a nic - nie walczę. Niech się staje.
____________________________________________________________
09.01.2010
Monstra są wszędzie.
Schowane pod maskami potrafią nawet żyć między innymi monstrami w taki sposób, że pozostają niezauważone. Taniec jaki wykonują, gracja ruchu zachwyca. Codzienne nakładanie ludzkiej twarzy, rano, przed lustrem, lub w pośpiechu, w windzie, w czasie zjazdu w dół. Przy porannej kawie. W czasie przerwy w pracy, w firmowej toalecie, pospiesznie sprawdzają przed lustrem czy nic się nie ujawniło. Uspokojone wracają za biurka, do taśmy produkcyjnej lub wsiadają w samochód i jadą sprzedawać innym monstrom produkty które pozwolą się ukryć jeszcze lepiej, zaciągnąć zasłonę jeszcze szczelniej, ukryć się jeszcze głębiej. Biblie, drzwi, książki o innych monstrach, garnki których święci nie ulepili, produkty bankowe, armaturę, komputery. Czego tylko sobie zażyczą monstra - będzie im dane.
Potem wracają.
W jaskiniach w których mieści się ich nisza biologiczna wszystko cuchnie tak słodko, swojsko - znajomo. Przedmioty mają swój kształt, ścieżki są wydeptane- rzeczy bardziej znane i nie zawsze trzeba się chować. Większość monstr dzieli jaskinię z innymi - taniec wykonywany w niej jest nieco mniej wystudiowany niż ten poza nią, ale rzadko które monstrum rezygnuje kompletnie z jego zaprzestania. Monstra mijają się w kuchni i w korytarzu, dzielą wspólne łoże, razem płacą za niszę i wszelkie wygody potrzebne do jej funkcjonowania. I tańczą. Do momentu kiedy nie zmorzy je sen.
A kiedy śnią - śnią o krwi. Śnią o tym by nie trzeba było tańczyć. Śnią o tronach pod którymi walają się inne monstra porażone wielkością tego które aktualnie zasiada na podwyższeniu. Śnią o ucieczce,albo o realizowaniu swoich zachcianek w taki sposób by nikt nie śmiał się przeciwstawiać. Niektóre monstra nie śnią w ogóle. Te są pozbawione nagrody, naturalnego prezentu jaki mogą otrzymać od nocy. To chore monstra, te gorzej tańczą i mniej starannie o poranku nakładają swoje maski.
Takie monstra należy izolować. Uważać na nie. Są równie żałosne jak niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo w którą stronę skręcą w swoim tańcu, i jaką figurę wybiorą. Naruszają równowagę monstr - uważajcie na nie.

monstra.
fot.1
____________________________________________________________
07.01.2010
Przepiękne. Prawda ?
Estetyka pozbawiona jakiegokolwiek światła. Zupełnie jak
my.
____________________________________________________________